Są takie dni, że po prostu nagle się uda! Oto kieszonka, ładna kieszonka (oj moje ukochane wiązanie!). Ostatnio jednak nasza relacja była wystawiona na ciężką próbę, i tak oto po wielu kłótniach i odstających krawędziach, luzach uciekających dość tłumnie i przy wtórze wielu zwerbalizowany nerwów, nagle wyszło. A wiecie dlaczego? Bo dziś nie miałam szansy skupić się na wiązaniu. Nie myślałam o tym, że przecież powinnam zrobić to perfekcyjnie…
Bobas płakał, najstarsza właśnie bardzo potrzebowała zapleść włosy w koński warkocz bo tata-już-w-drzwiach-czeka na wyjście do przedszkola, a środkowy akurat w tym momencie musiał, no musiał przeczytać 100tny raz o koparce, która idzie spać (w środku dnia?!?! No ale Okey!). I tak w trybie awaryjnym zawiązałam. Ładnie! Nie myśląc, a czując i robiąc.
Więc kiedy widzę Cię mamo biegnąca z dzieckiem w chuście, kiedy na jednym ramieniu masz węzeł na drugim cały dzisiejszy dzień macierzyństwa, kiedy miedniczka się wysunęła a te wszystkie luzy* to już Ci wychodzą bokiem, to wiesz, ja jestem z Ciebie dumna, że zawiązałaś! Że próbujesz! I cichutko podpowiem Ci co można łatwiej, szybciej, wygodniej, ale nigdy nie ocenie, bo dla mnie jesteś bohaterką.
A ty Tato, który dziś zawiązałeś, czując, że to cudowne i duma cie rozpiera równie mocno z tym zawałem kiedy zawijałeś motylki*, jesteś wart każdej pochwały!
Ot dziś w sercu czuję: Kochani! Wiążcie! Nie/idealnie! Wiążcie z każdym razem lepiej. Wiążcie ucząc się i próbując
*luzy – to materiał, który podczas wiązania nie został poprawnie dociągnięty i się obluzował tworząc przestrzeń, która znacznie obniża jakość wiązania. Innymi słowy luzy są wtedy kiedy chusta nie ma odpowiedniego napięcia.
*motylki – element w wiązaniu „Kangurka” (jaki? Ha! Umów sie ze mną chętnie opowiem)